fbpx
MENU

Nad jeziorem

Ania & Jędrek

Jest takie miejsce na naszej planecie gdzie jeżdżę od urodzenia, gdzie zawsze staram się spędzić chociaż parę dni w roku, gdyż bez tego rok byłby niepełny. Są to Partęczyny (naprawdę zawsze jest tam para tęcz!!!) Miejsce w środku lasu i pól, gdzie przez ponad połowę mojego życia nie było prądu, a przez 1/3 bieżącej wody. Do najbliższej wsi jest 7 km. Mamy tam domek położony nad jeziorem, jeden z aż 10. Pusto, nie licząc dzikich zwierząt i bezludnie – czyli idealnie jak dla mnie i perfekcyjnie na lub w plenerze.

Historia w skrócie jest taka – moja babcia kupiła tam działkę, tuż obok  swojego przyjaciela. Ja jeździłam na działkę babci, a mój kumpel Jędrek na działkę nad nami. Tak się stało, że w gimnazjum zabrałam tam moje koleżanki a on swoich kolegów, i tak też się stało, że całkiem przypadkiem trafili oni do tych samych liceów. Szczęśliwym zakończeniem historii jest, że mój kumpel związał się z moją przyjaciółką i postanowili, że jak mają wziąć ślub to tylko w Partęczynach, i oczywiście jeśli ktoś ma im robić zdjęcia ślubne – to ja :P.

Przedsięwzięcie wydawało się trudne do zrealizowania, ślub na łące w środku lasu, wszystko ponad 200 km od miejsca zamieszkania, ale dopięli swego, tak więc 11 sierpnia 2018  panna młoda -Ania prowadzona przez rodziców szła tą samą drogą, którą przemierzaliśmy w środku nocy  podczas  podchodów kilka lat wcześniej, by nad samym brzegiem jeziora złączyć swoje dłonie i życie z Jędrkiem. Otoczeni przez najbliższych, w atmosferze gorącego lata, totalnego luzu, kwiatów i traw przysięgli sobie miłość wywołując uśmiechy, łzy i wzruszenie u wszystkich zebranych. Plener ślubny wykonaliśmy na pomoście gdzie tyle razy siedzieliśmy, rozwiązaliśmy krzyżówki i piliśmy piwko łowiąc ryby. 

Same przygotowania i wesele odbyły się w Domach Konesera, oddalonych ok 40 km. W miejscu przepełnionym atmosferą radości, zapachu drewna, przeuroczym zgromadzeniem drobiazgu i przedmiotów, które tak bardzo pasowały do wspomnień z dzieciństwa.  

Wesele było fantastyczne. Nigdy nie widziałam bardziej zbliżonej charakterem imprezy do młodych niż wtedy. Może dlatego, że byli tylko najbliżsi członkowie rodziny oraz sami przyjaciele, którzy wszyscy się znają i stanowią jedną wielką rodzinę. Może dlatego, że każdy ubrał się jak mu w duszy gra a nie jak nakazują konwenanse, może dlatego, że nie było żadnych z góry ustalonych  zasad, nikt się niczym nie denerwował, bo po co. Było idealnie.

CLOSE