fbpx
MENU

Moje własne Kosmiczne Love Story i prywatna kosmiczna sesja narzeczeńska.

4 w nocy. Właśnie wydostaliśmy się z lotniska w Madrycie i wydaliśmy niebotyczną sumę na taksówkę, która nas podwiozła do oddalonego o 2 czy 3 km hostelu, w którym mieliśmy się zdrzemnąć 3 h przed kolejnym lotem. Chociaż brzmi męcząco, byliśmy niesamowicie podekscytowani. Na reszcie jedziemy na wakacje! Pierwszy raz, wstyd przyznać, tak daleko czyli aż na Lanzarote.
W motelu “Emilio”, tak a mój kochany to Emil, obudziliśmy, niezbyt zachwyconego tym faktem, recepcjonistę. 2 papierki, klucz i jesteśmy w pokoju. Nasza rezydencja miała zabite okno, ciemną, przypominającą wykładzinę tapetę i była dosyć odrzucająca, i przerażająca. Okazała się jednak bardzo ważnym miejscem na naszej życiowej ścieżce… tam, w jakże niezwykłych okolicznościach, powiedziałam TAK!

Ale wiecie co?
Było idealnie. Otóż, my nie należymy do miłośników róż, czy eleganckich restauracji i ogólnie tego typu sytuacji romantycznych. Przyznam szczerze, że modliłam się w duchu, by nie oświadczył się przy zachodzie słońca na plaży, bo to by było takie nie w naszym stylu! Ponadto, stresu nie było związanego z wyczekiwaniem (a tak, uwierzcie czekałam) tylko ruszyliśmy w dalszą podróż już jako narzeczeni!
Zaskakujące było dla mnie tylko to, że fakt ten postanowiłam długo zostawić dla siebie. Nie napisałam od razu do psiapsiółek, ani do mamy. Nie wrzuciłam zdjęcia pierścionka od razu na social media. Musiałam się nacieszyć tym sama, prywatnie….podzieliłam się ze światem tą radosną nowiną po paru dniach.

Co do Lanzarote i naszych wakacji to było na prawdę fantastycznie. Polecam każdemu! Wulkaniczne scenerie, idealna temperatura i tyle ciekawych miejsc do zwiedzania. Nie jesteśmy fanami wylegiwania się na plaży, więc z radością objeżdżaliśmy wyspę wzdłuż i wszerz odkrywając jej zakamarki, próbując lokalnego jedzenia, zwiedzając muzea i jaskinie. Chodziliśmy na miejscowe targi, chwilami leżeliśmy na wielu różnych plażach i odrobinę kąpaliśmy się w oceanie.

Wymarzyłam sobie na Lanzarote kosmiczną sesję.
Może i nie wiedziałam, kiedy Emil się oświadczy, ale przeczuwałam, że prędzej czy później to nastąpi. W tamtym czasie wszystkie moje przyjaciółki były już w ferworze przygotowań ślubnych wobec czego ja też już z niecierpliwością tupałam nóżką. Oczywiście wszystko już miałam też zaplanowane :P. Wymarzyłam sobie ślub w stylu kosmicznym, tak więc zaplanowałam nam kosmiczną sesję narzeczeńską na Lanzarote niezależnie czy pierścionek już będzie, czy nie. Chciałam żebyśmy zrobili z Emilem jakieś nietypowe zakochane zdjęcia.

Ogólnie, nasza sesja miała być inspirowana kinem science-fiction. Ponieważ interesuje się kosmosem a szczególnie jego wizualną stroną, niezwłocznie przygotowałam listę scen, którymi chciałam się inspirować do naszej kosmicznej sesji narzeczeńskiej. Znajdziecie tu kadry wzorowane na takich filmach jak “Star Wars” czy “Terminator”. Może ona wydawać się trochę dziwna z tego powodu, że wykonana została ze statywu i z ręki. Jednakże nie przeszkadza mi to zupełnie. Niewątpliwie nie jest taka radosna i emocjonalna, w każdym razie jest nasza.

Konsekwentnie, tematem przewodnim naszego ślubu jest oczywiście kosmos! Jako miłośniczka filmów takich jak “Łowca Androidów” , “Star Wars”, “Interstellar”, a także gwiezdnego nieba i nocy, jak również wszystkiego co się świeci, musiałam wątek ten wpleść w Nasz Dzień.
Jestem trochę taką ślubną buntowniczką i z tego powodu postanowiłam zrobić wszystko po swojemu. Nasza kosmiczna sesja narzeczeńska to tylko preludium przed wielkim wybuchem :).
Oczywiście przejrzałam całego pinteresta by upewnić się jak też taki temat mógłby wyglądać…
Zobacz inspiracje

Inspiracje

CLOSE