fbpx
MENU

Włoskie klimaty

Jest takie miasteczko, idealne na plener ślubny we Włoszech nad jeziorem Lago di Como, pełne kamienistych, wąskich uliczek ciągnących się w górę i w dół, zacienionych, cichych lub wypełnionych wakacyjnym gwarem. Uliczki te obrośnięte są zielenią, która wspina się po ścianach, wylewa z okien otoczonych drewnianymi okiennicami czy elegancko prezentuje w donicach i doniczkach. To miasteczko to romantyczny labirynt pełen urokliwych przestrzeni i zakamarków wypełnionych kolorem. Kiedyś było osadą rybacką, a obecnie unosi się z niego nad brzegi jeziora turystyczna krzątanina, śmiechy i rozmowy z przemiłych, klimatycznych barów i restauracji. Wąskie ścieżki biegnące wokół budynków pełnych ażurowych balkoników i bram są pełne chłodnego, przyjemnego cienia nawet w najbardziej słoneczne dni.

Tak przynajmniej pamiętam Varennę po jednorazowej, krótkiej wizycie.
Totalnie zanurzyłam się w jej rustykalny klimat i jak zamykam oczy wyobrażam sobie te soczyste żółte, pomarańczowe czy różowe ściany, a pod palcami czuję chłód kamienia. Jak spotkałam się z Moniką i Luigim od razu zaświtał mi w głowie pomysł pleneru ślubnego we Włoszech. Sesja narzeczeńska i ślub odbyły się w Polsce ale nie mogłam się oprzeć zaproponowaniu sesji w kraju Luigiego, tym bardziej, że mam przyjaciółkę – totalnie zakochaną w tej kulturze, z którą planowałyśmy wybrać się kiedyś do Mediolanu. Połączyłam więc przyjemne z pożytecznym – również przyjemnym….
…i pojechałyśmy na weekend do Mediolanu. Mediolanu? – spytacie – a gdzie Varenna?
Odpowiadam więc jak było…

Pojechałyśmy do Mediolanu, gdzie moja Agnieszka mieszkała przez parę miesięcy. Monika i Luigi mieszkają w sąsiedztwie miasta więc zaplanowaliśmy część zdjęć od rana w centrum, by uniknąć tłumów a następnie pojechać do jakiegoś małego uroczego miasteczka przy jeziorze Lago di Como.
Udało mi się namówić młodych na Varennę choć początkowo nie byli przekonani. Jak się później okazało się, że sami wcześniej tam nie byli a miejsce okazało się idealne na plener ślubny we Włoszech…  

Planując dzień nie wzięłam pod uwagę jednej rzeczy. Włoskiego charakteru Luigiego. Dzięki temu czas spędzony wspólnie był nie tylko ciekawym wizualnym doświadczeniem ale również nowym przeżyciem na poziomie kulturowym. W każdym razie nie uwzględniłam w czasie – porannej kawy, godzinnego spaceru z słodkim pieskiem Emmą, obiadu w przerwie między Mediolanem a Varenną – najlepszego makaronu jaki jadłam w życiu – domowej pasty przygotowanej przez Luigiego z sosem pomidorowym jego babci z południa Włoch i serem, z tych samych regionów, który rozpływał się w ustach. W ich małym mieszkanku doznałyśmy z Agnieszką kulinarnego olśnienia.

W każdym razie po obiedzie była jeszcze sjesta i przerwa na papierosa i kawa i opowiadania o Formule I (para mieszka w Monzy). I powoli zastanawiałam się czy nie zajdzie nam słońce na nasz plener w Varennie, ale na szczęście niepotrzebnie. Jestem osobą, która jak coś zaplanuje, to chce to jak najszybciej wykonać a później oddawać się relaksowi – chyba ma to większość z nas, Polaków, ale we Włoszech czas jakby inaczej płynie. W każdym razie zrozumiałam o co chodzi z tym wyluzowanym południowym usposobieniem. I było to bardzo ciekawe. Spokojnie dojechaliśmy do Varenny, gdzie też zaczęliśmy od kawy w przeuroczej, zapyziałej kawiarence i ruszyliśmy w piękne, stare, wąskie uliczki.

Owszem, było dużo turystów, ale Varenna ma mnóstwo uliczek, w których można się przed nimi schować. Wystarczy zejść z najbardziej popularnych traktów. Trochę zabrakło nam kondycji przy wspinaniu się co chwilę w górę i w dół ale na szczęście nie odebrało nam to humoru i plener mijał w miłej atmosferze. Wiem, że Luigi się trochę stresował gdy zatrzymywaliśmy się na zdjęcia w pobliżu większych zgromadzeń ludzkich ale był bardzo dzielny, gdyż słowem się nie odezwał i cierpliwie spełniał wszelkie moje prośby i pomysły – za co jestem mu bardzo wdzięczna.

Bardzo podobało mi się, że Monika zdecydowała się na inny strój niż suknia ślubna. Owszem, był to plener ślubny, ale portrety w odświętnej stylistyce już robiliśmy. Wydaje mi się, że jej biały, koronkowo-współczesny wygląd bardzo pasował do przestrzeni. Przełamywał romantyzm i dodawał innej wartości wizualno-emocjonalnej. Luigi też był ubrany o wiele swobodniej. Dzięki temu sesja była luźniejsza, bardziej naturalna a białe spodnie i koronkowa bluzka nie tylko dodawały szyku, ale umożliwiały wygodniejsze poruszanie się. Ponadto ludzie nie zwracali na nas tak uwagi i co superważne, para mogła swobodnie przytulać i brać na kolana swojego pupila – pudelka Emmę, która dzielnie przemierzała z nami uliczki i cierpliwie – jak to zakochany w swoich rodzicach psiak potrafi, czekała z Agnieszką nieopodal.  

Do Mediolanu wróciłyśmy już pod wieczór i padałyśmy z Agnieszką ze zmęczenia. Czekałyśmy na placu Duomo od świtu prawie, by uniknąć tłumów, nie przewidziałyśmy jednak – znowu – olbrzymich korków, które spowodował remont na trasie Moniki i Luigiego. Jednak oglądanie jak taki wielki plac budzi się do życia i powoli wpływa na niego fala turystów było kolejnym ciekawym doświadczeniem zabarwionym smakiem pysznej kawy i porannego ciastka.

Zdjęć wyszło oczywiście mnóstwo co pozwoliło mi  na eksperymenty i dało możliwość zabarwienia niektórych kadrów letnią, ziarnistą nutą. Klasyczne portrety chciałam poprzeplatać letnimi migawkami, analogowym wspomnieniem, filmową emocją, vintygowym spojrzeniem.

W tej chwili jak piszę te słowa Monika i Luigi zapewne siedzą w domu. W ich własnej kochanej przestrzeni, której nie powinni opuszczać dla własnego bezpieczeństwa. I jest mi bardzo przykro, że tak źle się dzieje we Włoszech i również obawiam się, nie ukrywam, że w Polsce może się również źle sytuacja potoczyć. Mamy bowiem obecnie pandemię koronawirusa.
Jednak jak piszę tego bloga wspominam ciekawe i wesołe chwile. I mam nadzieję, że moja zakochana para też przegląda w tej chwili zdjęcia z pleneru, ze ślubu i wspomina radosne chwile by odsunąć myśli na chwilę od złych czasów. Bo taka też jest rola zdjęć zapisujących wspomnienia. Przynoszenie ciepłych emocji i radosnych wspomnień.

Comments
Add Your Comment

CLOSE